Alby
Kiedyś to były czasy. Komunia święta, ta pierwsza, najbardziej uroczysta, przypominała mały balik dziecięcy. Dziewczynki poubierane w przepiękne białe sukienki szły do kościoła, by po raz pierwszy przyjąć Boga do swego serca. Chłopcy w garniturach wyglądali niezwykle elegancko. Ale oczywiście byli i tacy, którzy mieli stroje bardziej skromne, przez co dzieci czuły się gorzej. Wtedy ktoś wymyślił alby komunijne, czyli jednorakie stroje dla wszystkich dzieci. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że takie alby wcale do tanich nie należały. Ci, którzy pieniędzy na komunijny strój nie mieli, nadal nie mieli grosza na alby. Mimo to wprowadzono alby komunijne i zrewolucjonizowano rynek strojów komunijnych. Księża namawiali, by kupować alby komunijne. Poznań szybko wymyślił co zrobić ze strojami, które przecież po Białym Tygodniu i Bożym Ciele stawały się bezużyteczne. Rozpoczęto skupywać alby komunijne. Poznań był przodownikiem w tych działaniach. Bardzo szybko okazało się, że nie ma już potrzeby kupowania nowych strojów, bowiem każda parafia posiadała już odpowiednią ich ilość. Alby komunijne sprawdziły się więc doskonale w tym systemie wymiany, w którym to dzieci dostawały używane stroje, by po zakończeniu uroczystych obchodów przyjęcia sakramentu, oddać strój dla kolejnych pokoleń wiernych. Oczywiście z tego schematu wyłamywało się sporo osób, które mimo wszystko uważały alby za coś brzydkiego i nie chciały, by ich dzieci chodziły w jednolitych strojach. Takie osoby kupowały sukienki i garnitury, ale tym samym wywoływały u swoich pociech konsternacje. Bowiem kiedy wszyscy byli ubrani w jednakowe alby komunijne, poznań miał kilkuletnią tradycję w tej procedurze, kilkanaścioro dzieci ubranych było w stroje już lekko niemodne. Dzieci czuły się źle i zamiast cieszyć się pierwszą komunią, to były złe na swoich rodziców za tę rewię mody. Ale nie alby były dla nich najważniejsze. Nie zapominajmy, że komunia to prezenty i to na tym tak naprawdę zależało dzieciom. Kiedy były złe na stroje, było oczywiste, że rodzice znajdą sposób by dzieciom wynagrodzić cierpienie, udawane, ale zawsze. I prezenty robiły się coraz bardziej okazałe, coraz droższe i coraz większe. Dzieci miały sposób na rodziców, a ci nieświadomie poddawali się działaniu swoich pociech.
Pozostaw swój komentarz